Cicha noc...

 

Był mroźny, wigilijny poranek roku 1818-tego. Do zasypanej śniegiem organistówki, w maleńkim miasteczku Oberndorf, zapukał wikary - Josef Mohr. Organista - Franz Xaver Gruber - zaraz otworzył, mimo iż Wigilia to jedyny dzień w roku, kiedy wiejski organista może pospać dłużej, bo pierwsza msza dopiero po południu. Młody ksiądz przyniósł wiersz, balladę, którą napisał poprzedniego wieczora i prosił o dopisanie nut, melodii. A na kiedy ? No, gdyby się dało to na północ, na pasterkę...

Nie zwlekając ruszyli do kościoła i Gruber zasiadł do organów. Ale jak na złość akurat wtedy pękły miechy w instrumencie. Niby nic wielkiego kawałek skóry, trochę klajstru, zacisnąć na parę godzin, i po wszystkim, ale czas naglił więc wrócili do izby i Gruber wziął gitarę.

Jeden akord, drugi, parę nut, rzut oka w tekst ballady, znów parę akordów i nut, i jeszcze przed południem gotowa była kolęda-ballada, tak, że dwie młode chórzystki jeszcze przed północą wyuczyły się na pamięć i melodii i słów. A zanim zapadł zmierzch organista z wikarym zdążyli nawet pokleić miechy, więc prawykonanie kolędy odbyło się "na dwa głosy dziewczęce i gitarę, przy cichym akompaniamencie organów" - jak zapisał skrupulatny proboszcz w kronice parafialnej.

Tak powstała "Cicha noc" - kolęda, którą zna cały świat. Na Madagaskarze i za Kołem Polarnym, na Nowej Gwinei i w Waszyngtonie, w Moskwie i w każdej syberyjskiej wiosce - wszędzie. Jej słowa przełożono na ponad 130 języków świata, między innymi na chiński i japoński. Po swojemu śpiewają Cichą noc Zulusi, Eskimosi, Hindusi i Indianie.

Ale tamtej Wigilii, roku pańskiego 1818-tego ani wikary-Mohr, ani organista-Gruber pojęcia nie mieli, że w ciągu tych 3-4 godzin, które zabrało im wygładzenie ballady, weszli do historii. Z alpejskiego miasteczka kolęda wydostała się przypadkiem. Następnego roku w kościele w Oberndorfie wymieniano organy. Niemieccy mistrzowie z Norymbergi skończyli robotę równiutko na tydzień przed Bożym Narodzeniem, więc Franz Xavery Gruber, zasiadając na próbę do nowego intrumentu, zupełnie odruchowo ustawił registry na "piano" i zaczął "Cichą noc".

- O ! Jakie to ładne - powiedzal budowniczy organów - pewnie Haydna ?

- Nie ! To moje ! - powiedział Gruber i aż pokraśniał z radości...

- No to dajże mi człowieku nuty, niechże i u nas ludzie tego posłuchają !

I tak kolęda trafiła do Niemiec, gdzie zrobiła furorę. A ponieważ jej słowa napisane były po niemiecku, z niemiecka brzmiały też nazwiska kompozytora i peety, więc Niemcy przyznają się czasem do tej kolędy, jak do swojej, co bardzo gniewa Austriaków...

Dziś nikt już nie dojdzie kto w połowie XIX stulecia "przemycił" "Cichą Noc" do portów Nowego Świata. Nie wiadomo też kto przełożył na angielski słowa ballady, faktem jest, że w ciągu zaledwie paru lat opanowała ona amerykański kontynent, docierając na zachodzie nad Pacyfik, a na północy do Kanady.

Na najbardziej oryginalny zapewne pomysł wykonania kolędy wpadli Simon i Garfunkel, którzy śpiewali "Cichą noc", podczas gdy w tle, na drugim planie dźwiękowym, spiker stacji radiowej czytał wiadomości. Mnie jako radiowcowi to wykonanie najbardziej sie podoba...Ta interpretacja, to jakby esencja ludzkich losów : oto płynie wigilijna kolęda, a radio niesie wieści ze świata na którym co chwila ktoś się rodzi, ale i ktoś umiera, gdzieś panuje radość i pokój, ale gdzie indziej w czasie tej świętej nocy jest wojna, powódź, są epidemie i nieszczęścia...

W Oberndorfie, pod Salzburgiem, nie ma już tamtego kościółka, sto lat temu porwała go z sobą wezbrana górska rzeka. Na jego miejscu potawiono potem "Stille Nacht Kapelle", maleńką kapliczkę imienia Cichej nocy.

Dziś postawiliby najchętniej...katedrę, ale nie bardzo wypada, a przed stu laty któż mógł przewidzieć co się tu dziać będzie w drugiej połowie i pod koniec XX wieku. Dostać w grudniu miejsce w zajeździe w Oberndorfie, albo w promieniu 50 - ciu kilometrów, to byłby cud prawdziwy. Łóżko u bauera, lub w Gasthausie , jeśli przypadkowo jest wolne, kosztuje tam teraz tyle, ile apartament w Wiedniu. Dwa lata temu jakaś para Japończyków zameldowała się w Oberndorfie we wrześniu i w spokoju doczekała pasterki, nie pozwalając się ruszyć za skarby świata...


Tadeusz Wojciechowski


Do strony tytulowej