Refleksje

Proba wyjasnienia sobie mechanizmu niepowodzenia wspolnej akcji




Prawie 50 lat temu zaczyna sie nasza historia. W innych warunkach politycznych i spolecznych, 10 lat po wojnie.
Przypominam sobie mój ówczesny poglad na swiat; mocno niedojrzaly z dzisiejszego punktu widzenia. I wlasciwie cale otoczenie, wszystko co na mnie wywieralo wplyw, ksztalcilo moja osobowosc, mialo za zadanie ten stan utrzymywac. Trybuna Robotnicza, czasami Przekrój byly jedynymi elementami "rozwijajacymi" swiadomosc.
Poczatkowo nawet radia w domu nie mialem a dzisiejsze mozliwosci komunikacyjne nie przewidywane nawet byly w filmach fantastycznych. Problemy nasze byly bardziej przyziemne - sprawy polityczno-spoleczne nie odgrywaly zasadniczej roli w naszej malej spolecznosci. Oczywiscie odczuwalem ogólna raczej niechec do tych spraw (przypomnijmy sobie chociaz przedmiot "ekonomia polityczna"...), stad chyba nikt nie angazowal sie czynnie ani pro ani przeciw nominalom owczesnej polityki.
Chociaz przebywalismy ze soba wiele setek godzin, w tym takze takich, ktore sprzyjaly blizszemu poznawaniu sie - nie zarejestrowalem prawie zadnych szczegolow osobistych o przygniatajacej wiekszosci moich owczesnych kolegow. Domniemam, ze to bylo regula. Regula kazda ma coprawde wyjatki i to sprawdzilo sie dla mnie i zapewne jeszcze innych kolegow.
Zastanawialem sie, co bylo przyczyna tego luznego wspólzycia przez piec lat. I sprowadzilem to miedzy innymi do owczesnych warunkow politycznych: Bylem inny niz reszta, bo urodzilem sie w Gliwicach, nie, w Gleiwitz. Nie afiszowalem sie tym, tak samo jak znajomoscia jezyka niemieckiego. Bo nie chcialem wtedy byc innym.
Zapewne jednak byly to problemy drugorzedne, patrzac na to z perspektywy lat. W?asciwe przyczyny takiej wlasnie atmosfery lezaly glebiej - i odpowiedz daly mi dopiero lata ostatnie. W owych czasach sprawy bytu, studiow i egzaminow byly nie tylko dla mnie wazniejsze, odsuwajac omawiane problemy na plan dalszy.

No i potem dla kazdego z nas byl dlugi okres czynnej pracy zawodowej, budowy wlasnego zycia rodzinnego i dalsze starania o byt. Nasze kontakty, jako grupa, zupelnie przestaly istniec. Oczywiscie i tu dalej dzialalo prawo wyjatkow z reguly. Prawie kazdy stykal sie z jednym czy drugim czlonkiem bylej grupy - lub tez doszlo do zupelnie przypadkowych spotkan na kursach lub konferencjach.
Ja (niektorzy inni tez) byli szczegolnie odosobnieni - bo przeszli do innych galezi gospodarczych. I tak przelecialo migiem trzydziescikilka lat. Lata z jednym szczegolnym wydarzeniem, ktore prawdopodobnie dopiero umozliwilo nasze pozniejsze spotkania: przestaly obowiazywac kanony ktore dotychczas dominowaly i ograniczaly nasze zycie.
Dzieki inicjatywie dwoch czy trzech naszych kolegow doszlo wreszcie do pamietnego spotkania pod Zywcem, w Rychwaldzie. Ze zdziwieniem dowiedzialem sie jeszcze w fazie przygotowawczej o emigracji kilku naszych kolegow, o powiazaniach innych ze zagranica. Wszystko dla mnie sprawy niecodzienne - bo mocno we mnie tkwily jeszcze rygorystyczne zasady PRL.
No i spotkalismy sie, nawet poznawalismy sie. Bylo ciekawie i urozmaicono. Rozmowy, wspomnienia, zdjecia - i postanowienie: ze znow, kiedys.
I spotkalismy sie, po czterech latach w Dzierznie. Potem jeszcze raz, no i ubieglego roku w pieknym otoczeniu, w Szczyrku. Pieczenie kielbasek, piwo i nawet ciekawe gadki. Tylko czy to juz wszystko?

Jeszcze w Dzierznie Komitet Organizacyjny zaproponowal wprowadzenie do naszych spotkan innych, nawet powazniejszych elementow. Bo przeciez grupa politechniczna nie jest ostatecznie tylko byla klasa szkoly wiejskiej ...
Dlatego pozwolilem sobie na zreferowanie (i byc moze zanudzenie niektorych kolegow) tematu technicznego,z glebokimi aspektami spolecznymi, mianowicie opowiedzialem o innym systemie operacyjnym, o Linuksie.
Zainteresowanie trzymalo sie w granicach, pytan prawie ze nie bylo. Nie trafilem zatem w gusta kolegow, widac tematyka byla zbyt abstrakcyjna. Co z kolei tlumaczylem sobie ograniczonymi mozliwosciami realizacyjnymi.
Dlatego wyszedlem w Szczyrku z bardzo praktyczna propozycja utworzenia dostepnej dla kazdego czlonka naszej grupy platformy porozumiewawczej. Konkretnie witrynie w sieci. Tu wydawalo mi sie, ze trafilem w sedno. Wszyscy przytakiwali, dyskutowali, padly propozycje. Rozwazono miejsce umieszczenia witryny i stanelo na alternatywnym rozwiazaniu. Stad zaraz po powrocie do domu wzielem sie za projekt naszych stron i wstawilem je probnie pod /Gwardia do mojej witryny.
Zawiadomilem kolegow o tym fakcie i prosilem o ocene, inne propozycje, wspolprace lub krytyke. I na tym projekt wlasciwie juz sie zakonczyl. Reakcje na moje listy byly tak mierne, ze bylem zaskoczony. Warto moze zajrzec do korespondencji wokol tego dla mnie tak przykrego wydarzenia, gdyz tam przytoczylem fakty i powtorzylem moje niespelnione wizje. Wtedy moze zrozumialy stanie sie moj, chyba znany, list z gorzkimi wnioskami.

Moze dlatego list ten wywolal trzy nieoczekiwanie burzliwe reakcje. Odpowiedzialem, ale wlasciwie i tu dyskusja sie skonczyla. Wobec braku zainteresowania istota tego projektu oznacza to chyba tez brak racji bytu naszej witryny.
I po uplywie dalszych 5 miesiecy od tego czasu mozna ostatecznie stwierdzic, ze witryna byla niewypalem.

Nie smuci mnie to ze wzgledu na wlozona w ten projekt prace, ale przykro mi z powodu rozprysniecia tej banki, ktora mi sugerowala mozliwosc odnowienia pobytu w kolektywie, mozliwosc kontaktow i dyskusji, wspomnien i podparcia.
Na tegorocznym zjezdzie zatem sie nie zobaczymy.


Pozdrawiam WSZYSTKICH - Szczesc Boze Wam,

Karol
Poczatek strony